Strefa komfortu

Co jest złego w strefie komfortu?
Jaką strefą jest medytacja?

Są ludzie, którzy naturalnie potrzebują ciągłych wyzwań, przekraczania codziennie swoich ograniczeń – ale czy właśnie to nie jest ich specyficzna strefa komfortu? Czy bez tych wyzwań nie czuli by się o wiele bardziej niekomfortowo? Niektórzy się po prostu tacy rodzą.

Są ludzie, którzy nie czują takiej potrzeby. Dowiadują się, że mają ze sobą problem, bo nie skaczą ze spadochronu, nie są jeszcze milionerami, nie mają na siebie pomysłu, są nudni… – A może byliby szczęśliwi gdyby tego wszystkiego się nie dowiedzieli? Tego i innych rzeczy, które mają im zagwarantować szczęście, gdyby tylko wyszli ze swojej strefy komfortu.

Walczymy ze strefą komfortu, jednocześnie dążąc do niej przez całe życie.
Czy w takim nastawieniu i postępowaniu jest możliwe spełnienie?

Jaką strefą jest medytacja?
Siadamy tak, żeby było nam wygodnie.
Nie walczymy ze swoimi myślami i emocjami – obserwujemy je i akceptujemy.
Kiedy nasza uwaga odlatuje i przestajemy być obecni, nie ganimy się za to – cierpliwie wracamy do czucia własnego ciała i obserwowania swojego umysłu.
Kiedy chce nam się spać – wieczorem kładziemy się wcześniej, żeby się lepiej wyspać.
Kiedy i tak przysypiamy na medytacji – uzupełniamy zapasy energii, np. poprzez głębsze oddychanie w przewietrzonym pomieszczeniu.
Kiedy nadal przysypiamy – medytujemy z tematem: „dlaczego medytuję?” – odbudowujemy, albo zmieniamy swoją motywację.

Medytujemy.
A, nie, jeszcze trzeba poprawić to i tamto…
Medytujemy.

Miłość

Tyle różnych wyobrażeń na jej temat.
Serce może być przykryte wieloma warstwami.
Możemy czuć cierpienie, zranienie, pożądanie, zazdrość, tęsknotę…
To tylko płaszcze, które nawet nie dotykają Serca.
Zakrywają jedynie nasze widzenie, czucie.

Miłość w medytacji i w życiu jest czysta.
W sercu zawsze mamy miłość, jej dobro, jej mądrość i jej moc.

Uczucia najczęściej nie działają w pojedynkę.
Uczucia wspierają się wzajemnie.
Przebaczenie i zaufanie np. robi miejsce miłości.
Działa to też w drugą stronę.
Miłość wspiera, wyzwala też inne uczucia, spokój, radość, szczęście, wdzięczność i wiele innych.

Jakikolwiek ból i cierpienie, które kojarzymy z miłością, to jedynie opór przed nią.
Opór przed życiem.

Kiedy miłość płynie i jesteśmy jej świadomi, czujemy ją – wtedy ogarnia nas zachwyt i błogość.
Wszystko z nią jest łatwiejsze, prostsze, właściwe.

Miłość jest naszym domem.
Bądźmy wdzięczną świątynią miłości.

Medytacja oddechu

Tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak bezczynność.
Można tak powiedzieć jak nie jest się uważnym.
Cały czas, całe życie, kiedy o tym nie myślimy, kiedy śpimy – oddychamy.

Jest wiele odmian medytacji z koncentracją na oddechu.
Ja wolę te najbardziej naturalne.

Nie ingeruję w to jak oddycham – obserwuję, czuję.
Doznania zmieniają się, są inne przy wdechu, a inne przy wydechu.
Sam oddech się zmienia, kiedy skupiam na nim uwagę.
Akceptuję to.
Pogłębia się i naturalnie, lekko spowalnia.
Jeszcze bardziej wycisza i uspokaja umysł.

Inna odmiana, to liczenie oddechów.
Pomaga ćwiczyć koncentrację.
Najczęściej liczyłem od stu do zera.
Pamiętam jak w przedszkolu stawiali mnie na środek i liczyłem do stu.
Podobno to było wyjątkowe – ja czułem, że to normalne – cóż, taka karma 😉

Trzecia forma medytacji oddechowej, jaką stosuję, to około dwugodzinne oddychanie leżąc.
Oddechy są połączone, bez przerw na wdechu i na wydechu.
Wdech do całych płuc, wydech swobodny, podobny do wzdychania.
Metoda jest bardzo prosta.
Korzyści jest więcej niż pomieści ten wpis 🙂
Warto pierwsze sesje oddechowe przejść pod okiem doświadczonej osoby, ponieważ pojawią się stany, których wcześniej nie doświadczaliśmy i możemy nie wiedzieć co z tym zrobić. Pomaga również nie zasnąć 😉

Oddech to życie. Jaki oddech, takie życie.
Oddychajmy pełnią życia.

Medytacji nie da się nauczyć

Jak się skupić, kiedy wkoło harmider i wszystko rozprasza?
Jak się skupić, kiedy już mamy warunki zewnętrzne, ale zostaliśmy sam na sam ze swoją burzą w głowie?
Myśli napływają jedna za drugą, a im bardziej chcemy je wyciszyć, tym bardziej stają się nieznośne.
Dochodzi zniecierpliwienie, albo znużenie.
Przychodzi refleksja – „to nie dla mnie”.

A co, kiedy skupienie przychodzi łatwo i wszystko jest doskonałe w naszej medytacji, tyle tylko, że to rutyna?
Co, kiedy nie zauważyliśmy, że nauczyliśmy odcinać się od myśli, tłumić emocje i doświadczana „pustka” jest jedynie efektem autohipnozy?
I nikt nie jest w stanie nam o tym powiedzieć, bo jesteśmy (prawie) oświeceni.

Medytacji nie da się nauczyć.
Nasze efekty weryfikuje życie.
Medytacja to stała postawa początkującego, nastawienia jakbym robił to pierwszy raz w życiu.

Oczywiście możemy się na nią nakierowywać.
Robić rzeczy, które sprzyjają pojawianiu się medytacji.
Nie robić rzeczy, które jej nie sprzyjają.

W medytacji akceptujemy wszystko co się pojawia na zewnątrz i wewnątrz nas.
Kiedy nie potrafimy czegoś zaakceptować, akceptujemy to, że nie potrafimy.
Im mniej się szarpiemy ze sobą, z otoczeniem, z myślami, wyobrażeniami, odlotami, wspomnieniami, planowaniem, rozkminianiem… …tym mniej mocy nadajemy tym wszystkim rozproszeniom.
Tym bardziej możemy być świadomi tego co się dzieje.
Będąc w stanie życzliwej akceptacji, możemy obserwować to wszystko i odpuszczać.
Nie karmione cichnie, maleje, zanika.

W medytacji wszystko jest dobre, wszystko jest właściwe.
Nie przeskoczymy pewnych etapów.
Im bardziej jesteśmy ze sobą uczciwi, tym większe szanse, że nie zbłądzimy.

Medytacja stale nas uczy jak medytować.

W takim pięknym miejscu dzisiaj medytowaliśmy z Kasią 🙂

Poranna medytacja

Podczas dzisiejszej, porannej medytacji, wyszedł spontanicznie temat radości. Wszystko szło pięknie z odczuwaniem radości, do momentu pojawienia się słowa „bezczynność”. Tutaj radość się nie pojawiła i nie chciała pojawić.

Przecież trzeba działać, nie lenić się. Trzeba być produktywnym, a nie biernym. Czym tu się cieszyć?

Więc jak tu w takim razie medytować?
Przecież medytacja to bezczynność 😉

Jak odpocząć? Jak nie wpaść w nerwicę? Jak zasnąć? Jak wyjść z depresji? Jak zacząć działać, jednocześnie paraliżując się obwinianiem za bezczynność?

Tak naprawdę w bierności, kiedy nie jest nam z nią dobrze, jesteśmy bardzo aktywni.
Wkładamy wtedy mnóstwo wysiłku w napinanie się i blokowanie, przepływu przyjemności i radości. Za obwinianiem, kryje się niemoc w sprostaniu własnym i cudzym oczekiwaniom bycia w stałej aktywności.

Dzisiaj jeszcze nie udało mi się w pełni cieszyć bezczynnością.
Ale cieszę się bardzo z namierzenia tego tematu w sobie. Wiem, że kontynuując medytacje, rozpuszczą się wszystkie błędne wyobrażenia z tym związane.

Bezczynność jest tak samo potrzebna w życiu, co aktywność.

Medytacja – Radość

Uczucie – radość – jest doświadczeniem bez przyczyny.
Radość płynie i można w nią wejść i popłynąć razem z nią.
Radość jest obecna stale i wszędzie.
Radość jest obecna w nas zawsze.
Nie trzeba jej szukać, docierać do niej.
Wystarczy rozluźnić się, otworzyć i dostrzec, doświadczyć.
Radość rozluźnia, uzdrawia i rozpromienia.
Radość wprowadza w entuzjazm i motywuje do twórczego działania.
Może, ale nie musi przejawiać się jako śmiech.
Radość poszerza i pogłębia świadomość.

Jesteś radością 🙂

Medytacja odczuwania ciała

Ciało jest wspaniałym sprzymierzeńcem w naszym rozwoju duchowym. Poprzez ciało docieramy do swojego źródła. Mówiąc dusza, najczęściej mamy na myśli coś ulotnego, niematerialnego, niewidzialnego. Tymczasem nasze ciało to też nasza dusza. Nasza dusza przejawia się na wielu planach. Jednym z nich jest materia.

Medytacja odczuwania ciała jest procesem coraz pełniejszej i głębszej świadomości siebie.

Do swojego ciała możemy podejść na różne sposoby. Możemy akceptować wszystko co czujemy i nie ingerować. Sama akceptacja i świadomość ciała przynosi bardzo wiele korzyści. Możemy też podejść do ciała bardziej aktywnie. Albo poprzez wyobraźnię, albo poprzez materię, np. rozluźniać mięśnie siłą woli.

W medytacji ważna jest pozycja ciała. Podstawa to wyprostowany kręgosłup. Medytować możemy na siedząco, albo na leżąco. Dowolnie, oczy mogą być otwarte, albo zamknięte.

Oddychamy w miarę głęboko i swobodnie.

Wybieramy do medytacji miejsce, w którym nikt nam nie będzie przeszkadzał. Najlepiej na ten czas wyciszyć telefon. Czas medytacji możemy ustalić według własnych preferencji. Krótka medytacja, nawet 5 minutowa, nie musi być gorsza od godzinnej. Dużo ważniejsza jest systematyczność. Najlepiej jest medytować codziennie.

Medytacja przynosi bardzo dużo różnorodnych korzyści. Warto je wszystkie traktować jako pozytywne efekty uboczne 😉

Celem medytacji jest samopoznanie.

Rozwój duchowy

Rozwój duchowy jest niezależny od wyobrażeń na jego temat.

Jak byłem dzieckiem, pomyślałem, że to jednak człowiek wymyślił Boga na swój obraz i podobieństwo. I teraz też tak myślę, tyle, że oprócz obserwacji tych wyobrażeń o Nim, doświadczam Boga bezpośrednio w swoim sercu i w życiu.

Bóg nie należy do żadnej religii. Bóg jest wolny i może być doświadczeniem każdego człowieka. Bóg jest miłością i każdy człowiek może doświadczać miłości.

Podobnie medytacja nie jest zależna od jakiejkolwiek tradycji. Medytacja jest naturalnym procesem i może być doświadczana przez każdego, niezależnie od wyznań, czy poglądów.

Modlitwa jest rozmową z Bogiem. Nie musi być monologiem. Dobrze jest czuć się wysłuchanym i zrozumianym. Dobrze jest słuchać kogoś mądrzejszego od siebie.

Medytacja to słuchanie Boga, Jego Spokoju, Miłości i Mocy.