Strefa komfortu

Co jest złego w strefie komfortu?
Jaką strefą jest medytacja?

Są ludzie, którzy naturalnie potrzebują ciągłych wyzwań, przekraczania codziennie swoich ograniczeń – ale czy właśnie to nie jest ich specyficzna strefa komfortu? Czy bez tych wyzwań nie czuli by się o wiele bardziej niekomfortowo? Niektórzy się po prostu tacy rodzą.

Są ludzie, którzy nie czują takiej potrzeby. Dowiadują się, że mają ze sobą problem, bo nie skaczą ze spadochronu, nie są jeszcze milionerami, nie mają na siebie pomysłu, są nudni… – A może byliby szczęśliwi gdyby tego wszystkiego się nie dowiedzieli? Tego i innych rzeczy, które mają im zagwarantować szczęście, gdyby tylko wyszli ze swojej strefy komfortu.

Walczymy ze strefą komfortu, jednocześnie dążąc do niej przez całe życie.
Czy w takim nastawieniu i postępowaniu jest możliwe spełnienie?

Jaką strefą jest medytacja?
Siadamy tak, żeby było nam wygodnie.
Nie walczymy ze swoimi myślami i emocjami – obserwujemy je i akceptujemy.
Kiedy nasza uwaga odlatuje i przestajemy być obecni, nie ganimy się za to – cierpliwie wracamy do czucia własnego ciała i obserwowania swojego umysłu.
Kiedy chce nam się spać – wieczorem kładziemy się wcześniej, żeby się lepiej wyspać.
Kiedy i tak przysypiamy na medytacji – uzupełniamy zapasy energii, np. poprzez głębsze oddychanie w przewietrzonym pomieszczeniu.
Kiedy nadal przysypiamy – medytujemy z tematem: „dlaczego medytuję?” – odbudowujemy, albo zmieniamy swoją motywację.

Medytujemy.
A, nie, jeszcze trzeba poprawić to i tamto…
Medytujemy.

Relacje

Poznawanie nowych ludzi.
Poznawanie na nowo osób, które już znamy.
Poznawanie siebie w innych.
Poznawanie innych w sobie.

To jest piękna podróż w głąb prawdy.
Relacje są wartością dostrzeganą i docenianą kiedy słuchamy.
Wsłuchujemy się w siebie.
Wsłuchujemy się w prawdę w innych.

Tworzymy relacje, a relacje tworzą nas.

„Z kim przestajesz takim się stajesz”?
A może:
W jaki sposób jesteś z innymi – takim się stajesz.

Obraz: Przyjaciółki – Jerry Weiss

Niezależność

Niezależność to uczucie, które poznajemy i doświadczamy w głębokiej medytacji.
W zaufaniu staje się życiową drogą.
Jest cechą dojrzałego człowieka.
Niezależność jest jednocześnie otwartością na sprzyjających ludzi i sprzyjające okoliczności.

Natomiast poczucie zależności wynika głównie z oczekiwań.
Wierzymy, że coś zależy od kogoś albo czegoś na zewnątrz nas.
Czekamy w swoich wyobrażeniach i emocjach na ruch z zewnątrz.
Aż w końcu czasami przestajemy czekać i rezygnujemy z nadziei.

Poczucie zależności to emocja potwierdzana wyobrażeniami.

Możemy czuć się zależni bytowo, energetycznie, emocjonalnie, intelektualnie, duchowo. Praktycznie w każdej sferze jesteśmy w stanie czuć zależność.

Czasami nie chcemy się przyznać przed sobą, że sami sobie czegoś nie dajemy i przerzucamy na innych, że to oni nam tego nie dają.

Ważne jest przejęcie inicjatywy wszędzie tam gdzie jest ona potrzebna.
Równie ważne są zaufanie i otwartość w poczuciu zasługiwania.
I oczywiście szacunek dla cudzej wolnej woli.

A co z zależnością od rzeczy, na które nie mamy wpływu?
Pokora, cierpliwość i mądrość niosąca spokój.
W ciszy pojawia się poczucie niezależności.

Mandala Niezależność – Radek Dobke

Oczekiwania a zaufanie

Często w życiu zakładamy, że coś ma być takie, a nie inne. Oczekujemy.

Będąc w uczuciach, nie zakładamy, nie ma w nich oczekiwań. Ufamy.

Z przyzwyczajenia przeżywamy określone emocje w określonych sytuacjach. Kierują nami wyuczone wyobrażenia. Próbujemy, często nieświadomie wywrzeć wrażenie na sobie i na otoczeniu. Pokazujemy jak bardzo chcemy żeby świat dostosował się do naszych oczekiwań.

Otwierając się na uczucia, jesteśmy spontaniczni. Nie ma mowy na rutynę. Nawyk jest wtedy bardziej oswojeniem i zaufaniem, niż przyzwyczajeniem.

Oczekiwania i wyobrażenia przesłaniają nam uczucia.
Otwierając się na uczucia, puszczamy więc oczekiwania i wyobrażenia.
Przestajemy mieć potrzebę wywierania wrażenia.
Odchodzi potrzeba dostosowania świata do siebie.

Czując miłość do siebie, do innych, do świata – nie mamy pretensji. No bo jak tu czuć jednocześnie miłość i pretensje?
Miłość rozpuszcza wszelkie pretensje.

Miłość dostosowuje świat do siebie, ale bez łamania woli.
Łagodnie ufa.
Działa tam, gdzie jest gotowość i przestrzeń dla niej.

Doskonały rzemieślnik

Możemy sobie wyobrazić takiego fachowca z prawdziwego zdarzenia. Jest tak dobry w swoim fachu, że wszystko co zrobi, jest niezniszczalne i doskonale sprawne. Nie ma mowy o fuszerce. Tworzy zawsze z najlepszych materiałów i wkłada całe swoje serce w to co robi. Tak, że wszyscy są zadowoleni z jego usług, są wręcz szczęśliwi, że mogą z tego korzystać.

W pewnej opowieści, była mowa o rzemieślniku doskonałym dosłownie. Zrobił doskonałe dzieło. Wiele doskonałych dzieł, i jedno, z którego był najbardziej zadowolony.

Czy jako doskonały, mógł popełnić fuszerkę?
Czy domniemana fuszerka nie stoi w sprzeczności z jego zakładaną doskonałością?

Mowa oczywiście o Bogu.

Bóg dał wolną wolę swojemu doskonałemu dziełu – człowiekowi. Dał wyobraźnię i nawet pozwolił myśleć o swoim dziele jako o czymś niedoskonałym. To wyobrażenie jednak nie zmienia doskonałej natury Jego stworzenia. Po prostu jest złudzeniem.

Rozwój duchowy nie ma z nas zrobić doskonałych.
Rozwój duchowy służy do odkrycia naszej doskonałej natury.
Rozwój duchowy polega na pozwoleniu doskonałości działać w nas i poprzez nas.

Poczucie własnej wartości

Od czego zależy?
Co sprawia że czujemy swoją wartość?
Jak poczuć swoją wartość?
Co tak naprawdę jest tą wartością?

Możemy wyróżnić dwa rodzaje poczucia własnej wartości.

Pierwszy rodzaj, to warunkowe poczucie.
Czujemy wtedy swoją wartość, bo robimy coś wartościowego.
Bo inni potwierdzają naszą wartość.
Bo tak sami o sobie myślimy.
Bo wyglądamy na wartościowych.
Zawsze musi być powód. Nie ma powodu – nie ma wartości.

Drugi rodzaj, to bezwarunkowe poczucie własnej wartości.

Pierwszy, warunkowy rodzaj dowartościowywania się, jest w całości wyobrażeniem. Budujemy go w głowie i emocjach. Jest on kruchy i wymaga ogromnego wysiłku, nieustannego wysiłku na ciągłe podtrzymywanie go, utwierdzanie się w nim i odbudowywanie go. Po za tym prowadzi do porównywania się, czucia się lepszym, albo gorszym od innych. Zawsze może znaleźć się ktoś od kogo możemy poczuć się gorsi i to nie jest przyjemne. Czując się lepsi, boimy się utraty tej pozycji i to też nie jest przyjemne.

Drugi, bezwarunkowy rodzaj czucia własnej wartości, polega na odkrywaniu tej wartości w sobie, która jest niezależna od czegokolwiek. Żeby poczuć swoją wartość, trzeba siebie poznawać, poznawać głębiej niż wyobrażenia i emocje. Trzeba wyciszyć umysł. Poznając siebie bez uprzedzeń, bez oceniania, bez jakiegokolwiek nastawienia – poznajemy prawdę o sobie. Czując siebie prawdziwych – czujemy wyłącznie samą wartość.

Wartościowe jest to, że jesteśmy – i to wystarczy. Nasza wartość jest zawsze pełna i stała.

Jesteśmy wartością samą w sobie.

Miłość

Tyle różnych wyobrażeń na jej temat.
Serce może być przykryte wieloma warstwami.
Możemy czuć cierpienie, zranienie, pożądanie, zazdrość, tęsknotę…
To tylko płaszcze, które nawet nie dotykają Serca.
Zakrywają jedynie nasze widzenie, czucie.

Miłość w medytacji i w życiu jest czysta.
W sercu zawsze mamy miłość, jej dobro, jej mądrość i jej moc.

Uczucia najczęściej nie działają w pojedynkę.
Uczucia wspierają się wzajemnie.
Przebaczenie i zaufanie np. robi miejsce miłości.
Działa to też w drugą stronę.
Miłość wspiera, wyzwala też inne uczucia, spokój, radość, szczęście, wdzięczność i wiele innych.

Jakikolwiek ból i cierpienie, które kojarzymy z miłością, to jedynie opór przed nią.
Opór przed życiem.

Kiedy miłość płynie i jesteśmy jej świadomi, czujemy ją – wtedy ogarnia nas zachwyt i błogość.
Wszystko z nią jest łatwiejsze, prostsze, właściwe.

Miłość jest naszym domem.
Bądźmy wdzięczną świątynią miłości.

Jak usłyszeć wewnętrzny głos?

Przede wszystkim się z nim nie kłócić.
Pozwolić przepłynąć fali wiedzy i nawyków myślowych.
Nie czepiać się czegokolwiek w sobie, nie nakręcać się.
Cierpliwie, naturalnie wyciszyć.
Nie zasnąć.

Wewnętrzny głos cały czas jest i mówi.
Nie narzuca się.
Mówi tak subtelnie, że w natłoku spraw, nie zwracamy na niego uwagi.
Zapominamy o nim.

Wsłuchując się w siebie, nie ulegając nawet najpiękniejszym wrażeniom.
Oczyszczamy umysł i serce.
W ciszy nie mamy wątpliwości.
Czujemy pewność i spokój.

Foto: Kasia Dobke

Medytacji nie da się nauczyć

Jak się skupić, kiedy wkoło harmider i wszystko rozprasza?
Jak się skupić, kiedy już mamy warunki zewnętrzne, ale zostaliśmy sam na sam ze swoją burzą w głowie?
Myśli napływają jedna za drugą, a im bardziej chcemy je wyciszyć, tym bardziej stają się nieznośne.
Dochodzi zniecierpliwienie, albo znużenie.
Przychodzi refleksja – „to nie dla mnie”.

A co, kiedy skupienie przychodzi łatwo i wszystko jest doskonałe w naszej medytacji, tyle tylko, że to rutyna?
Co, kiedy nie zauważyliśmy, że nauczyliśmy odcinać się od myśli, tłumić emocje i doświadczana „pustka” jest jedynie efektem autohipnozy?
I nikt nie jest w stanie nam o tym powiedzieć, bo jesteśmy (prawie) oświeceni.

Medytacji nie da się nauczyć.
Nasze efekty weryfikuje życie.
Medytacja to stała postawa początkującego, nastawienia jakbym robił to pierwszy raz w życiu.

Oczywiście możemy się na nią nakierowywać.
Robić rzeczy, które sprzyjają pojawianiu się medytacji.
Nie robić rzeczy, które jej nie sprzyjają.

W medytacji akceptujemy wszystko co się pojawia na zewnątrz i wewnątrz nas.
Kiedy nie potrafimy czegoś zaakceptować, akceptujemy to, że nie potrafimy.
Im mniej się szarpiemy ze sobą, z otoczeniem, z myślami, wyobrażeniami, odlotami, wspomnieniami, planowaniem, rozkminianiem… …tym mniej mocy nadajemy tym wszystkim rozproszeniom.
Tym bardziej możemy być świadomi tego co się dzieje.
Będąc w stanie życzliwej akceptacji, możemy obserwować to wszystko i odpuszczać.
Nie karmione cichnie, maleje, zanika.

W medytacji wszystko jest dobre, wszystko jest właściwe.
Nie przeskoczymy pewnych etapów.
Im bardziej jesteśmy ze sobą uczciwi, tym większe szanse, że nie zbłądzimy.

Medytacja stale nas uczy jak medytować.

W takim pięknym miejscu dzisiaj medytowaliśmy z Kasią 🙂

Poranna medytacja

Podczas dzisiejszej, porannej medytacji, wyszedł spontanicznie temat radości. Wszystko szło pięknie z odczuwaniem radości, do momentu pojawienia się słowa „bezczynność”. Tutaj radość się nie pojawiła i nie chciała pojawić.

Przecież trzeba działać, nie lenić się. Trzeba być produktywnym, a nie biernym. Czym tu się cieszyć?

Więc jak tu w takim razie medytować?
Przecież medytacja to bezczynność 😉

Jak odpocząć? Jak nie wpaść w nerwicę? Jak zasnąć? Jak wyjść z depresji? Jak zacząć działać, jednocześnie paraliżując się obwinianiem za bezczynność?

Tak naprawdę w bierności, kiedy nie jest nam z nią dobrze, jesteśmy bardzo aktywni.
Wkładamy wtedy mnóstwo wysiłku w napinanie się i blokowanie, przepływu przyjemności i radości. Za obwinianiem, kryje się niemoc w sprostaniu własnym i cudzym oczekiwaniom bycia w stałej aktywności.

Dzisiaj jeszcze nie udało mi się w pełni cieszyć bezczynnością.
Ale cieszę się bardzo z namierzenia tego tematu w sobie. Wiem, że kontynuując medytacje, rozpuszczą się wszystkie błędne wyobrażenia z tym związane.

Bezczynność jest tak samo potrzebna w życiu, co aktywność.